Brydż

Dyskusje naukowe o grach nie-RPG i nie-komputerowych

Moderatorzy: Jerzy Szeja, Augustyn Surdyk, Stanisław Krawczyk

Brydż

Postprzez Augustyn Surdyk » Pt lut 13, 2009 5:01 pm

Zapoczątkowując niniejszy wątek mam nadzieję, że znajdą się w nim informacje popularyzujące tę szlachetną grę, której nie zawaham się nazwać „królową gier karcianych”, organizowanych imprezach – turniejach itp. Mimo statusu gry sportowej (podobnie jak np. szachy) niestety coraz trudniej zebrać czwórkę graczy, nad czym często ubolewamy w rozmowach Zarządu Głównego PTBG.
Na początek pozwolę sobie przytoczyć żartobliwy wierszyk nakreślający zasady gry i wprowadzający terminologię, który odnalazłem w starych pamiątkach rodzinnych (autor nieznany, data powstania – prawdopodobnie jeszcze przed II w. św., na co wskazuje język np. sama pisownia nazwy gry i odniesienia). Tekst przepisałem nie zmieniając formy, wielkości liter i interpunkcji z pożółkłej kartki, na której był napisany na maszynie. Będę wdzięczny, jeśli ktoś zna pochodzenie wiersza i podzieli się informacjami.

„Nasze rady”
Bridż jest grą dżentelmeńską,
Bridż jest mądrą grą karcianą,
Lecz by robra rozegrano
W myśl prawideł i zasady,
Wysłuchajcie naszej rady.
Rzecz tu będzie wygłaszana
W/g lorda Culbersona.
Siedem punktów w karcie,
Czekaj na otwarcie
Masz dwadzieścia to otwieraj,
a czternaście, to popieraj.
Trzydzieści masz, to możesz śmiało,
Zgłosić dwa w kolorze,
A gdy dobra gry twej klasa,
To pokażesz na to asa,
Lecz gdy partner nie jest noga,
- do szlemika tędy droga,
Gdy kolory wszystkie trzymasz,
To w bez atu rozpoczynasz.
Masz dwa asy, król w kolorze,
Wywołać tym kontrę możesz.
Zobowiąże to partnera
I pokaże ci longera.
Kolor długi, karta słaba,
Trzy w kolorze zapowiada.
Cztery asy, król przy asie,
Wtedy w bez atu gra się,
Zaś gdy partner dwa w kolorze,
Graj szlemika jeśli możesz.
Gdy wistujesz nie bądź sknerą,
Mocną kartą grę otwieraj,
Zawsze w kolor współpartnera.
Nigdy grze tym nie zaszkodzisz,
Jeśli w mocny stół wychodzisz,
Gdy zaś siedzisz z drugiej strony,
To choć pod stół osłabiony
Na figurę połóż figur,
Bo tak mówi święty Igor.
Graj z zasadą – trzecia ręka bije
Tak, że aż stół stęka.
Musisz wiedzieć, że impas robią ,
Gracze dobrej klasy.
Ekspans także się opłaca,
Bo o lewę grę wzbogaca.
Z atutami się rozprawiaj,
Nigdy wrogom nie zostawiaj.
Ściągaj atu do ostatka,
Jak kazała pani Matka,
Lecz gdy gra jest układowa,
Na przebitki atu chowaj.
Trzy bez atu trudna sprawa,
Tutaj rządzą inne prawa:
Długi kolor otwórz zaraz,
Mniejszy będzie w grze ambaras.
Do bez atu każda karta
Wyrobiona asa warta
By mieć zawsze przytrzymanie,
W tych kolorach, gdzie partnerzy
Mają kartę jak należy.
To już wszystko – czy ja wiem,
Jeszcze chyba wielki szlem,
Ale o tym się dowiecie,
Kiedy w bridża grać będziecie.
Więc ostatnia nasza rada,
Naucz w bridża grać sąsiada,
Naucz w bridża grać sąsiadkę,
Albo nawet starą matkę,
A gdy czwórkę skompletujesz,
Wiersz na pamięć ten wykujesz,
Będziesz grać nie od parady,
Boś wysłuchał naszej rady.
Augustyn Surdyk
Badacz Gier
 
Posty: 1169
Dołączył(a): Wt sty 18, 2005 10:21 am
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Augustyn Surdyk » Pt lut 13, 2009 5:07 pm

Błyskawicznie odpowiadam na własne pytanie. Odpowiedź znalazłem na jednym z portali brydżowych. Ponizej prawdopodobnie uwspółcześniona pełna i poprawiona wersja wiersza.

Julian Tuwim "Ballada o brydżu"

Brydż jest grą dżentelmeńską,
brydż jest mądrą grą karcianą.
Lecz by robra rozegrano w myśl prawideł i zasady
- posłuchajcie mojej rady.
Rzecz tu będzie wygłoszona
według lorda Culbertsona;
siedemnaście punktów w karcie
- czekaj dalej na otwarcie,
masz dwadzieścia - to otwieraj,
a czternaście - to popieraj.
Gdy trzydzieści masz to możesz
śmiało zgłosić dwa w kolorze,
a gdy dobra gry twej klasa,
to pokażesz na to asa,
gdy zaś partner twój nie noga
- do szlemika tędy droga.
Gdy kolory wszystkie trzymasz,
to bez atu rozpoczynasz.
Masz dwa asy, król w kolorze
- wywołać tym kontrę możesz;
zobowiąże to partnera
i pokaże ci longera.
Kolor długi, karta słaba
- trzy w kolorze zapowiada.
Cztery asy, król przy asie
- wtedy dwa bez atu gra się,
gdy zaś partner - "trzy w kolorze"
- graj szlemika jeśli możesz.
Gdy wistujesz nie bądź sknera
- mocną kartą grę otwieraj zawsze w kolor współpartnera.
Nigdy grze tym nie zaszkodzisz,
jeśli mocny stół otworzysz,
jeśli siedzisz z drugiej strony,
to schodź pod stół osłabiony.
Na figurę połóż figur,
Bo tak mawiał święty Igór,
graj z zasadą: trzecia ręka bije tak,
że aż stół pęka.
Musisz wiedzieć, że impasy
robią raczej duże klasy.
Ekspas także się opłaca,
bo o lewę cię wzbogaca.
Z atutami się rozprawiaj
- nigdy wrogom nie zostawiaj.
Ściągaj atu do ostatka
jak kazała Pani Matka,
lecz gdy gra jest układowa,
na przebitki atu chowaj.
Trzy bez atu – trudna sprawa
- tutaj rządzą inne prawa.
Długi kolor otwórz zaraz,
mniejszy będzie w grze ambaras,
lecz pamiętaj miły panie,
by mieć zawsze przytrzymanie
w tych kolorach, gdzie partnerzy
mają kartę jak należy.
To jest wszystko – czy ja wiem?
- jeszcze chyba wielki szlem,
ale o tym się dowiecie,
kiedy w brydża grać będziecie.
Więc ostatnia moja rada;
naucz w brydża grać sąsiada,
naucz w brydża grać sąsiadkę,
albo nawet starą babkę.
Gdy zaś czwórkę skompletujesz,
wiersz na pamięć ten wykujesz,
będziesz grać nie od parady
- boś wysłuchał mojej rady.
Augustyn Surdyk
Badacz Gier
 
Posty: 1169
Dołączył(a): Wt sty 18, 2005 10:21 am
Lokalizacja: Poznań

Re: Brydż

Postprzez Augustyn Surdyk » So paź 17, 2020 9:58 pm

Powiedzenia brydżowe


Jak się nie ma co się mówi to się leży z kim się gra.

Brydżysta to geniusz, który gra w z idiotą, przeciwko parze oszustów.

Dama bierze sama, As bierze raz.

Gra w piki daje wyniki.

Kto gra w karo, przegra zaro.

Nie graj w karo, ofiaro!

Karro raucht Zigarro. (niem. karo pali cygaro)

Karo wróg bez-atu.

Trefelki kolorek niewielki.

Kto gra w kiera, ten szuka frajera.

Maleńkie karo karmiła mi żona.

Fgur na figur mawiał Święty Igór.

Caro di blądes di hop sasa. (odzywka 1 karo po włosku)

Nie graj bawole czego nie ma na stole.

Zostali bez nogi...

Brydż u cioci na imieninach.

Mówiła matula - nie wychodź spod króla./ Uczyła matula nie wychodź spod króla.

Trzecia ręka kładzie i płacze./Trzecia ręka bije i płacze/Trzecia ręka bije choć stęka.

Kto nie ściąga atutów ten chodzi bez butów./ Hrabia chodził bez butów bo nie obciągał atutów.

W Pińczowie dnieje./ Graj pan, bo w Pińczowie świta! (ponaglenie gracza, który za długo się zastanawia nad wistem)

Trzymaj karty przy orderach.

Karty przy piersi jak niemowlę.

Pierwsza zasada zerknij w karty sąsiada.

Kto wistuje? – Pytek.

Obrona Częstochowy. (gra z rekontrą)

Pidwaki. (zamiast dwa piki)

Reszta kart o sosnę. (o blotkach)

Panie, jak pan grasz? Żeby tak w piersiach panu grało!

Zagrywka ułańska – co nasze i w krzaki.

Karta lubi dym. (o palaczach przy stole)

Karta nie świnia – po północy się odwróci.

Dobry kolor trzy razy obraca.

Plaża w kartach. (określenie na słabą kartę na ręce)

Rżnij, Walenty! (zachęta dla partnera do przebicia karty)

Druga ręka puszcza./ Druga ręka jest do podcierania.


Dla dorosłych

Seks jest jak brydż: jak nie masz dobrego partnera to musisz mieć dobrą rękę.

Po trzecim pasie nie odzywaj się, k...sie.

Kto w brydżyka puka, temu sąsiad żonę stuka.

Nie kładź kiera obok kara bo się karta roz...dala. (o układzie kart na ręce)

Odpowiedzi na kontrę od rekontry: „sup”, „wąsy Piłsudskiego", „cycek Bardotki”, „jaja Mickiewicza".

Przepraszam, grałam jak noga !
Ja Panią cenię WYŻEJ !

Cztery piki skurczybyki.

Zamknij kibicu paszczę, bo ci do niej naszczę. (ze Szwejka)
Augustyn Surdyk
Badacz Gier
 
Posty: 1169
Dołączył(a): Wt sty 18, 2005 10:21 am
Lokalizacja: Poznań

Re: Brydż

Postprzez Augustyn Surdyk » So paź 17, 2020 10:01 pm

Kornel Makuszyński
________________________________________
Kartki z kalendarza

IX
BRYDŻOWE BREDNIE


Kiedy nieustraszony mój traktat o zarazie kibiców został ogłoszony po raz pierwszy drukiem w „Kurierze Warszawskim”, rozpętała się potężna burza, odbyło się małe trzęsienie lechickiej ziemicy.
Ja otrzymałem listy, kwiaty, pisma dziękczynne, najwspanialsi brydżyści wyprzęgli konie z mego powozu, a na kibiców padł blady strach. W klubach stołecznych rozdano graczom rewolwery, a w prowincjonalnych dano im sękate kije i prawo doraźnego ich użycia. Wielki odnieśliśmy triumf, lecz roztropna dusza moja nie dała się omamić i „rozważywszy sprawę wszechstronnie” — jak to się pisze w protokółach sądów honorowych — doszła do wniosku, że szlachetną grę, zwaną brydżem, zatruwają nie tylko kibice.
Straszliwe muszę uczynić wyznanie: zatruwają ją też i sami gracze. Wyznaję to z jękiem i z boleścią. Pośród milionów graczów brydżowych istnieje bowiem liczny odsetek przeraźliwców, tak hańbiących mądrą zabawę, że zastanowić się należy, kto jest czasem gorszy: kibic czy taki gracz od czternastu boleści? I oto, zanim zajmiemy się naukową klasyfikacją graczów, podziałem ich i przenikliwym określeniem, musimy podać na wstyd publiczny i na publiczną hańbę ludzi grających wprawdzie w brydża, lecą wcale tego niegodnych, aby się tak rozkoszną zajmować zabawą.
Piszemy zaś te gorzkie słowa w nadziei, że po zagładzie kibiców przyjdzie do zagłady onego tałatajstwa, co graczów szlachetnych, rasowych, pogodnych, a mądrych doprowadza do powolnego rozstroju nerwowego i do pomieszania zmysłów. Dzieje się to: non vi, sed saepe gadando. Zajmiemy się nędznym pokoleniem graczów gadających. Unika się ich jak zarazy, ucieka się przed nimi jak przed komornikiem, spogląda się na nich zachłannie, jak patrzy psychiatra na dojrzewającego wariata. Ich to sprawa, jeżeli widzom, nie rozumiejącym gry w brydża, wydaje się, że zeszło się kilku pomyleńców i gada buszmeńskim narzeczem. Ich to sprawa, że zdrowy rozsądek tłucze głową o twardą, dębową szafę, a mowa polska, dotkliwie obrażona, jęczy i łka, i złote włosy ze ślicznej wydziera sobie głowy. To jest główna przyczyna, nakazująca tępić te przeraźliwe stwory, dziwny z siebie i nierozumny wydające bełkot.
Istnieje tedy taka odmiana brydżystów, która mniema, że przy grze należy być niezmiernie dowcipnym. Są to takie rozkoszne dziubdziusie, przyjemniaczki, wesołki, takie sroczki kochane, tacy Jowialscy, którzy mają mowę do każdej karty, znają powiedzonka na każdy przypadek i dowcipki na każdą chwilę. Wszystkie te brednie leżą na lodzie, jak nieświeże ryby, od wielu, wielu lat i oto taki kretyniasty brydżysta częstuje cię nimi zawsze i wszędzie. Chińska tortura, spadających miarowo kropel wody, jest rozkoszną igraszką wobec tej tortury. Każda dzielnica i każde miasto ma swoich specjalistów i swoje miejscowe bełkoty. Znam ich część zaledwie tysiączną, ale i tego będzie dość, aby obiema rękami schwytać się za głowę w bezsilnej rozpaczy. A laik niech pojmie, że wybornie mógłby grać w brydża człowiek, znający niewiele więcej ponad dziesięć terminów specjalnych.
Posłuchajże, zdumiony czytelniku, co gracz z nieprawdziwego zdarzenia uczynił z tych dziesięciu słów i bacz, abyś nie oszalał.
Taki gracz — hańba mu! — nie powie nigdy: „piki” — tylko musi dodać: „piki–optyki” albo: „piki–patyki”, albo: „pikies–Małachowskies”. Nie powie: „dwa piki” — tylko; „pidwaki”. Śmieszne, co?
O biednych treflach powiada: „trefelki–kolorek niewielki” albo: „trefeliansy”, albo: „kolor trefloidalny”, albo; „fretle”.
O karach mówi zawsze: „karo, panno Klaro!” i objaśnia „pik i karo chodzą parą”.
O kierach bredzi: „kiery–numery” albo: „kiery–ogiery”. Jeden gracz, widać romantyk i dusza czulą, wymyślił na ten temat rzewne powiedzonko i zamiast słowa „kiery” — mówi: „serduszko Marysieńki”. I to „serduszko”, jako gracz zresztą wyborny i miły, zamienia na ciężkie talary. Nikt się, bowiem nie spodziewa, że taki, co czule mówi o „serduszku”, jest brydżowym tygrysem.
O figurach brednie są następujące:
„As na warcie — diabeł w karcie!” — „król… coraz ich mniej na świecie”, a o damie: „dama chodzi sama!” — „leci dama z Amsterdama!” — trzymajcie mnie, dobrzy ludzie! — a potem: „o walecie nic nie wiecie!” Piekielna ta poezja czepia się jak smoła i czasem gracz, na oko rozsądny człowiek, ma jednak w mózgu tę „damę z Amsterdama”.
Do przeraźliwych należą powiedzonka, pochodzące z Małopolski. Szczerego lwowianina poznasz na biegunie, bo żeby mu zęby rwali, nie powie nigdy prawidłowo: „bez atu” — tylko zawsze: „bez adu”. Mój ziomek — nie wart za to tego szczęścia — o małej karcie mówi, że „karta jest jak owiesek” — poza tym karo określa przedziwnym powiedzeniem: Karolina Pichler, geborene Gräuner. Ponieważ będą o tej Karolinie gadali jeszcze za lat sto, a dzisiaj mało już kto wie, czemu o niej mówi, przeto do wiadomości małopolskich brydżystów podaję, że:
Wielce ta szlachetna pani Pichler była najpłodniejsza pisarką wiedeńską (1769–1843). Pisała tyle, że wszystkie połączone związki literackie autorek nie dałyby jej rady. Jej zbiorowe wydanie obejmuje 60 (słowami sześćdziesiąt) tomów. Należy ją wspomnieć w roku króla Jana, między innymi napisała bowiem trzytomowy romans historyczny Oblężenie Wiednia. Bardzo popularna swego czasu, rozwiała się biedactwo w mgłę, a mole zjadły jej dzieła rozliczne. Pozostał po zacnej pisarce ślad bardzo życzliwy w historii literatury i ów ślad w karcianej gwarze. Myślę, że brydżyści, dowiedziawszy się, kto zacz owa Pichler, geborene Gräuner, będą cytowali to sędziwe nazwisko sześćdziesięciotomowej damy z większym niż dotąd szacunkiem.
On też — małopolski ziomek mój — wygłasza zasadę w austriackim gadaniu: Wenn man nicht weiss wie und wo, spielt man Karo!
Niedaleko od tych zwariowanych przypowieści krążą powiedzonka, o których bez pomyłki można powiedzieć od razu, że nie są utworzone w języku portugalskim. Na ten przykład: gracz pragnie powiedzieć, że nie chcąc się narażać na ryzyko, ucieka z tym, co zyskał. Wtedy we Lwowie. w Krakowie czy Zakopanem usłyszysz niezwykły okrzyk:
— Entlojf, Desdemone!
Czy kto wie, co znaczy to portugalskie hasło? Ja wiem. Kiedy w żydowskim teatrze Otello skradał się, aby zakatrupić Desdemonę, przerażony i wzruszony jakiś widz wrzasnął: „Entlojf, Desdemone!” — Uciekaj, Desdemono!” Na pamiątkę tego zdarzenia gracze, szczególnie ci, którzy mogli być na owym przedstawieniu, z lubością powtarzają ten okrzyk. Ci sami krótkim: „szluf!” zastępują słowo „pas!” Gracz powiada przez to, że śpi, więc nie ma nic do gadania. Humanista z tej branży określa swoją bezsilność wobec przemocy srogiego wroga i jego potężnej karty zrezygnowaną sentencją: „Nec Herculies contra Margulies!”
Ile przedziwnego jest w tym smutku, ile bolesnej rezygnacji Breitbarta starożytności! Nu?
Gracze z kresów, sławni ongi winciarze, spokojni i cierpliwi filozofowie z Polesia, Białej Rusi czy z Podola, powiadają słodko: „Nie bij ja króla…” — albo: „Wyjdź ja w piki…” A już oko ci zbieleje, kiedy taki mówi: „W co bym ja nie zagrał, wszystko źle!” — Inne okazy, z dalszych rubieży, wyrazić umieją rezygnację jedynie powiedzeniem: „Dumaj, nie dumaj, cariom nie budiesz!” Zdaje się, że to tak brzmi, bo nie jestem pewny.
Dział osobny stanowią bajdurzenia na tematy wzniosłe, poetyckie i górne. Taki gracz, co olśniewa cytatami, kiedy pragnie, aby jakieś figury razem padły, zawsze woła: „Razem, młodzi przyjaciele!” No! no! A kiedy pewna gra ponad spodziewanie nie udała się wrogowi, powiada taki z szatańską ironią za wieszczem: „Już był w ogródku, już witał się z gąską!” No, no, no! O partnerze–wariacie wykrzyka: „O, szalony, gdzie on goni?” — a kiedy ktoś na niego nastaje, pyta słowami ballady: Was willst du mit dem Dolche, sprich! — albo naśmiewa się literacko: „A choć się opierał i kopał nogami…” — Fenomenalne!
Istnieją też uczone brednie na temat malarski. „W Małopolsce mówią o takim, co wciąż ma dobre karty: „Ależ z pana Makart!”
Jak jednemu historykowi sztuki i kilku czytelnikom — właśnie tobie, czytelniku! — wiadomo, był to sławny wiedeński malarz, znany z imienia w byłym królestwie Galicji i Lodomerii.
Czytelnik dawno już zrozumiał, że świętej trzeba cierpliwości, aby wysłuchać tego wszystkiego i nie stać się mordercą, a przecież to nie koniec.
Istnieje np. wyrażenie techniczne, słowo „contra”. Zdawałoby się, że z tej kontry, jak z literackiej kieszeni, już niczego wydusić nie można. A oto przemyślny hydrokefalos brydżowy oświadczy: Contrare humanum est — albo: Contramentum purum nigrum destillatumque. — To powiedzonko ma tysiąc odmian farmaceutycznych. W ogóle kontra ma szczęście do porównań z dziedziny zabiegów felczerskich i Molier miałby pociechę, że nazwa symbolicznego, a przez jego doktorów uwielbionego, narzędzia zastępuje to słowo brydżowe. Taki okrzyk dziubasków brydżowych jak — contra tibi ribi! — (?) — kiedy stary jakiś koń udaje szczebiocące niemowlę, przyprawił mnie o przedwczesną siwiznę.
Hamlet z tej brydżowej Danii powiada zawsze przy grze niepewnej: „Jeden by tak, drugi by inaczej!” — zaczyna grę zawsze: „spod wielkiego palca” — o pewnym sposobie gry powie nieodmiennie: „Pan zgrywa asy, jak ciocia Kownacka!” — natrząsa się z partnera: „Ha, ha, jaki taki uciekł w krzaki!” — ma do niego żal, że licytuje: „z kotem w galarecie”. — Ten kot, tak podany, przyprawia o obłęd najbardziej wytwornego dżentelmena. Wreszcie dowcipem, haniebnie ponurym i wypranym z wszelkiej ambicji, jest zamiana zasady brydżowej, orzekającej, że „impasse jest duszą gry” — na zdanie: „impasse dusi grę”. — O, z jaką dziką rozkoszą można by zadusić takiego słowiczka, co takie wyśpiewuje trele!
Obawiam się, że jeżeli będę dłużej snuł te rozważania, stanie się coś strasznego, bo najpierw postradam zmysły ja, potem pan zecer, potem pan korektor, potem rotacyjna maszyna, która trzaśnie z jękiem: „Nec Herculies contra Margulies!” Więc jedynie w szybkim tempie podam jeszcze kilka nieartykułowanych okrzyków tych fałszywych brydżystów, którzy z ojca na syna powtarzają taki repertuar szaleństwa:
„Karta lubi dym!”
Karo raucht Zigarro!
„Jak pan gra? Żeby panu tak w piersiach grało!”‘ ..Figur na figor, mówił święty Igor!” „W brydżu ani ojca, ani matki!” „Chodź koza do woza!” „Z górki na pazurki!” „Nie chodź po wsi!” „Reszta kart o sosnę!” „A ja tego króla po główce!”
„Zagrałem, bom chciał. Pańskiej babki interes!” „Gdzie dziewiątka, tam i dama!” .,Uśmiałem się jak wieśniak!” „Hul, piper, na wodę!” „Tędy kozy do Piemontu gnali!” „Graj pan, bo w Pińczowie świta!”
„Jeśli pan to wygra, kupię panu zieloną wiewiórkę!” Ta „zielona wiewiórka” jest świętym bydlęciem brydża, jak krokodyl był świętym potworem Egipcjan. Obok „kota w galarecie” wyobraża faunę w brydżowym szwargocie.
Czy to jest ludzki język? Jako Żywo, nie! To jest żargon, brednia, bełkot. I tak sobie przemawiają ludzie pięknie przybrani, często nawet wykąpani, poza tym nieraz roztropni i znający na codzień boska sztukę ludzkiej mowy. Brydż powinien być wesoły i pogodny, ale dlaczego — na Karolinę Pichler! — „kot ma być w galarecie?” A nawet piękne damy ciągną tego widomego kota za ogon i kwilą czasem rzewnie:
— „Objadł się pan pików, a grę sfajczył pan jak koń!” To tak, jakby wonna lelija brzydkimi słowy spotwarzała pokrzywę. Poezja płacze i chce napić się octowej esencji.
Tak, tak! Kiedy w Żydówce powtarza oszalały z rozpaczy sopran: „A jednak on, on nadejść ma!” — 13 (słowami: trzynaście) razy — można zemdleć albo nie zemdleć. Jak kto chce. Ale kiedy ci gracz dowcipniś powie sto trzydzieści razy w ciągu godziny: „Rżnij Walenty!” — zaczynasz toczyć obłąkanym wzrokiem i wreszcie musisz zemdleć. I cóż z tego, że zastrzelisz takiego, co gada, kiedy on ostatnim tchem powie ci jeszcze: „Umieram bez adu!”
Nie ma rady! „Nec Herculies…” Tfu! Zmysły mi się mącą… Już nie mogę… Wiec „reszta o sosnę!”
Augustyn Surdyk
Badacz Gier
 
Posty: 1169
Dołączył(a): Wt sty 18, 2005 10:21 am
Lokalizacja: Poznań


Powrót do Dyskusje pozostałe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron