Satanistyczne bitewniaki

Forum badaczy RPG-ów, gier fabularnych itp.

Moderatorzy: Jerzy Szeja, Augustyn Surdyk, Stanisław Krawczyk

Postprzez Marcin Pędich » So mar 25, 2006 10:40 am

Stanisław Krawczyk napisał(a):Czy dokładnie tak się to nazywa? Hmm, jeśli to nie literówka, to chyba mamy błąd fleksyjny w nazwie systemu (powinno być raczej "Magnae Veritatis", bo mamy do czynienia z dopełniaczem). Nie jest to może zjawisko specjalnie interesujące samo w sobie, ale może dać asumpt do rozważań nad jakością stylizacji w tym systemie (skoro błąd jest już w tytule).

Bynajmniej, błąd jest mój, przepraszam, ale nie znam łaciny. Aczkolwiek w polskim wydaniu gry było jeszcze gorzej, bo było "In Nomine Magnae Veritas" - poprawiłem jeden błąd, a zrobiłem inny.

w wielu systemach (np. Warhammerze i D&D) wiara i religia sprowadzają się właśnie do "power-upu".
Co z tym zrobić?

W rzeczywistości problem nie tkwi w systemie, ale w jego traktowaniu przez MG i graczy. W artykułach na stronach WotC podkreśla się, że MG powinien oceniać postępowanie gracza grającego postacią kleryka i ma pełne prawo odmówić mu np. odzyskiwania czarów czy awansu do klas prestiżowych. Cytuję (z pamięci i w wolnym przekładzie): "After all, he gets to roleplay his character -- as DM, you get to roleplay Heironeus. If the deity does not accept the character's worship and lip-service, he can't be a Shining Blade. It's that simple".

Zasadniczo wydaje mi się, że taką mamy religijność w grach role-playing, jaką i w realnym świecie. To by mogło być ciekawe pole do badań.

A to bardzo celna uwaga.
Marcin Pędich
Badacz Gier
 
Posty: 24
Dołączył(a): Pt mar 03, 2006 4:06 pm
Lokalizacja: Białystok

Postprzez Stanisław Krawczyk » So mar 25, 2006 12:02 pm

Marcin Pędich napisał(a):
Stanisław Krawczyk napisał(a):Czy dokładnie tak się to nazywa? Hmm, jeśli to nie literówka, to chyba mamy błąd fleksyjny w nazwie systemu (powinno być raczej "Magnae Veritatis", bo mamy do czynienia z dopełniaczem). Nie jest to może zjawisko specjalnie interesujące samo w sobie, ale może dać asumpt do rozważań nad jakością stylizacji w tym systemie (skoro błąd jest już w tytule).

Bynajmniej, błąd jest mój, przepraszam, ale nie znam łaciny.


Nie szkodzi: ja też nie. Zatrzymałem się gdzieś u początków trzeciej deklinacji. Chciałbym to jednak kiedyś nadrobić. A żeby nie było tak całkiem OT -- nasza łacina (że o grece nie wspomnę) może być świetnym odpowiednikiem wszelkich języków klasycznych w grach fabularnych. Ciekaw jestem, czy już kiedyś stosowano ją w tej roli (zapewne tak). Oczywiście trudno wymagać od MG, aby bohaterowie niezależni na sesji mówili po łacinie, ale na przykład wcześniej przygotowane "handouty" w tym języku (choćby krótkie), albo powiedzenia wykształconych BN-ów (czemużby np. profesor uniwersytetu nie miał powiedzieć do guzdrającej się postaci: "tempus fugit, ale skoro chcesz, to festina lente") -- to by było coś! :-)


Aczkolwiek w polskim wydaniu gry było jeszcze gorzej, bo było "In Nomine Magnae Veritas" - poprawiłem jeden błąd, a zrobiłem inny.


Hmm... Chyba jednak "Magnae Veritatis", co wnioskuję z postu Marcina Segita oraz z frekwencji w przeglądarce (Google podaje najwięcej wyników właśnie dla tego wariantu).


Stanisław Krawczyk napisał(a):w wielu systemach (np. Warhammerze i D&D) wiara i religia sprowadzają się właśnie do "power-upu".
Co z tym zrobić?


Marcin Pędich napisał(a):W rzeczywistości problem nie tkwi w systemie, ale w jego traktowaniu przez MG i graczy [...].


A może w jednym i drugim... Kiedy mówiłem, że religijność w RPG wydaje mi się podobna do tej z realnego świata, to właśnie miałem na myśli. Z jednej strony nieco infantylnie (infantylistycznie?) potraktowane sprawy wiary w podręcznikach, z drugiej -- postacie kapłanów prowadzone przez graczy w pełnej zgodzie ze starym dobrym paradygmatem dedekowym.

Z trzeciej strony... Czy można zagrać wiarę? Sam niedawno próbowałem odegrać nawrócenie na pewnej sesji PBIRC-owej. Wydaje mi się, że nie wyszło to sztucznie, ale to oczywiście tylko subiektywna opinia.

Zastanawia mnie też, czemu tak często w grach fabularnych i literaturze fantasy wykorzystywany jest mit Złej Inkwizycji. Na przykład w książkach Iwony Surmik o królestwie Imeskarii (skądinąd całkiem dobrych) ze świecą trzeba by szukać jednego pozytywnego (albo chociaż niejednoznacznie negatywnego) bohatera niezależnego wywodzącego się z duchowieństwa. To boli, tym bardziej, że pozostałe postacie wcale nie są aż tak płytkie.
Serdecznie pozdrawiam
Stanisław Krawczyk
Stanisław Krawczyk
Badacz Gier
 
Posty: 255
Dołączył(a): Cz wrz 01, 2005 4:40 pm
Lokalizacja: Uniwersytet Adama Mickiewicza

Postprzez Marcin Pędich » So mar 25, 2006 3:41 pm

Stanisław Krawczyk napisał(a):A żeby nie było tak całkiem OT -- nasza łacina (że o grece nie wspomnę) może być świetnym odpowiednikiem wszelkich języków klasycznych w grach fabularnych. Ciekaw jestem, czy już kiedyś stosowano ją w tej roli (zapewne tak).

Oczywiście. Pomijając Dzikie Pola, które są w końcu osadzone w realiach historycznych, to taki zabieg zastosowano np. w Warhammerze - tzw. klasyczny staroświatowy jest w rzeczywistości łaciną. Jeden z moich graczy, swego czasu, grając magiem, miał przygotowane łacińskie sentencje do poszczególnych czarów.

Hmm... Chyba jednak "Magnae Veritatis", co wnioskuję z postu Marcina Segita oraz z frekwencji w przeglądarce (Google podaje najwięcej wyników właśnie dla tego wariantu).


Tak powinien brzmieć tytuł i tak zapewne brzmi w oryginale, ale w polskim wydaniu na okładce napisano "In Nomine Magnae Veritas" - z błędem. Zresztą podejście do łaciny jest na ogół dość swobodne. Jak chociażby w jednym z nowszych dodatków do DnD - "Libris Mortis" - co znaczyłoby "Księgi Umarłych". Tymczasem podtytuł ("The Book of the Dead") wyraźnie wskazuje, że powinno to być "Liber Mortis". (Mam nadzieję, że niczego nie pomyliłem). Takich przykładów jest sporo. Autorzy częściej kierują się tym, co lepiej brzmi, a nie tym, co jest poprawne.

Zastanawia mnie też, czemu tak często w grach fabularnych i literaturze fantasy wykorzystywany jest mit Złej Inkwizycji. Na przykład w książkach Iwony Surmik o królestwie Imeskarii (skądinąd całkiem dobrych) ze świecą trzeba by szukać jednego pozytywnego (albo chociaż niejednoznacznie negatywnego) bohatera niezależnego wywodzącego się z duchowieństwa. To boli, tym bardziej, że pozostałe postacie wcale nie są aż tak płytkie.


No w moim autorskim systemie Inkwizycja, mimo pewnych tendencji do fanatyzmu, odgrywa raczej pozytywną rolę, zajmując się zwalczaniem demonologów, nieumarłych itp. Natychmiast zresztą spotkało się to z niezadowoleniem jednego z moich graczy. Cytuję: "Bo Inkwizycji nikt się nie boi" - no nie boi się, jak nie ma nic na sumieniu. Nie wiem jak w literaturze, ale w RPG ciągoty do "strasznej, złej Inkwizycji" są spowodowane ogólnym zamiłowaniem polskiego światka RPG do "MROKU".
Marcin Pędich
Badacz Gier
 
Posty: 24
Dołączył(a): Pt mar 03, 2006 4:06 pm
Lokalizacja: Białystok

Postprzez Stanisław Krawczyk » So mar 25, 2006 10:35 pm

Marcin Pędich napisał(a):Tak powinien brzmieć tytuł i tak zapewne brzmi w oryginale, ale w polskim wydaniu na okładce napisano "In Nomine Magnae Veritas" - z błędem. Zresztą podejście do łaciny jest na ogół dość swobodne. Jak chociażby w jednym z nowszych dodatków do DnD - "Libris Mortis" - co znaczyłoby "Księgi Umarłych". Tymczasem podtytuł ("The Book of the Dead") wyraźnie wskazuje, że powinno to być "Liber Mortis". (Mam nadzieję, że niczego nie pomyliłem).


Nietzschego.

Krótka konsultacja ze słownikiem przyniosła informację, że mianownik liczby mnogiej od "liber" to "libri". (Swoją drogą ciekawe, że w łacinie znaczenia "wolny" i "książka" niesie to samo słowo). Natomiast "libris" to albo celownik, albo narzędnik l. mn.

"Księgom Umarłych"? "Księgami Umarłych"?

:-)


Nie wiem jak w literaturze, ale w RPG ciągoty do "strasznej, złej Inkwizycji" są spowodowane ogólnym zamiłowaniem polskiego światka RPG do "MROKU".


Pewnie tak, choć martwi mnie ten stereotyp. Ale dyskusja o inkwizycji to już temat na inne forum.
Serdecznie pozdrawiam
Stanisław Krawczyk
Stanisław Krawczyk
Badacz Gier
 
Posty: 255
Dołączył(a): Cz wrz 01, 2005 4:40 pm
Lokalizacja: Uniwersytet Adama Mickiewicza

Postprzez Andrzej Krzyżanowski » Cz mar 30, 2006 1:22 pm

Proszę, chwilę mnie nie było, a tu taki odzew :). Dziękuję bardzo za wszelkie uwagi. Będą mi bardzo pomocne przy prelekcji. (Nawet te o łacinie :D).

A wracając do tematu:

Pozwolę sobie obronić D&D. Grałem tamże w settingu (nie zna ktoś ładnego polskiego tłumaczenia tego słowa?) Dragonlance kapłanem praworządnego-dobrego bóstwa Kir-Jolitha. Z jednej strony faktycznie miało miejsce "power-up" (w D&D bez "healingów" długo sie nie pogra, a powtarzanie formułki "Nie umrze ten, kto wierzy" szybko mi się znudziło). Z drugiej strony było tam miejsce na kazanie, czy też mowę pogrzebową przygotowaną z pomocą cyklu książkowego Dragonlance. Jak już zostało to wcześniej napisane, wszystko zależy od wyczucia graczy i MG.

Czy można zagrać wiarę? Wspomniano tu o WoD-zie. Można, a nawet czasami trzeba. Podobnie jak brak lub utratę wiary. Jeśli chcemy, aby nasze sesje były wiarygodne, to zarówno jako MG, jak i jako gracze nie powinniśmy pomijać żadnego z aspektów psychiki postaci.

Inkwizycja. No cóż, pan Torquemada nie zapisał sie w historii dobrymi uczynkami... Ale już bez żartów. Literatura ma to do siebie, że odwołuje się do stereotypów. Dzięki temu szybciej oddziałuje na wyobraźnie. Dobry inkwizytor może istnieć, ale jest wyjatkiem. Poza tym, paląc na stosie, w oczach niektórych pogwałca przykazanie "nie zabijaj" i nie ma tu dla nich znaczenia, że czyni to w imię wiary. Dlatego też proponowałbym koledze Marcinowi, aby Inkwizycję w swoim systemie przemianował np. na Strażników Wiary, Zakon Czystego Płomienia czy cokolwiek innego. Odwołać się tu też może do egzorcystów i Kongregacji ds. Nauki i Wiary w Kościele Katolickim. Zostawmy Inkwizycji jej zły mit.

Pozdrawiam serdecznie
Andrzej "Anioł" Krzyżanowski
Andrzej Krzyżanowski
Badacz Gier
 
Posty: 7
Dołączył(a): N mar 19, 2006 9:48 pm
Lokalizacja: Koszalin

Postprzez Stanisław Krawczyk » Cz mar 30, 2006 1:53 pm

Andrzej Krzyżanowski napisał(a):Pozwolę sobie obronić D&D. Grałem tamże w settingu (nie zna ktoś ładnego polskiego tłumaczenia tego słowa?)


(Ja niestety nie bardzo...).


Czy można zagrać wiarę? Wspomniano tu o WoD-zie. Można, a nawet czasami trzeba. Podobnie jak brak lub utratę wiary. Jeśli chcemy, aby nasze sesje były wiarygodne, to zarówno jako MG, jak i jako gracze nie powinniśmy pomijać żadnego z aspektów psychiki postaci.


Zastanawiałem się nad tym, czy wiara to nie zbyt intymna sfera, aby jej dotykać w RPG. Pewnych rzeczy (np. seksu) na sesjach sobie nie wyobrażam (choć niektórzy będą pewnie mniej pruderyjni). Zwłaszcza że gra niekoniecznie musi być wiarygodna -- powinna głównie dawać przyjemność (choć może też mieć wartość poznawczą, użytkową, czy nawet terapeutyczną), a tzw. realizm stawiałbym na drugim miejscu.

Niemniej wydaje mi się, że i z wiarą można spróbować -- choć to wymaga od grających sporej dojrzałości.


Zostawmy Inkwizycji jej zły mit.


Propozycja godna rozważenia. Szkoda tylko, że mit Złej Inkwizycji przenosi się często na całe religie -- tak jak we wspomnianych już przeze mnie książkach Iwony Surmik. Tam naprawdę trudno znaleźć nawet neutralnie przedstawionego mnicha czy kapłana, że o postaciach pozytywnych taktownie nie wspomnę. (Ale poza tym książki są, jako się rzekło, całkiem dobre).
Serdecznie pozdrawiam
Stanisław Krawczyk
Stanisław Krawczyk
Badacz Gier
 
Posty: 255
Dołączył(a): Cz wrz 01, 2005 4:40 pm
Lokalizacja: Uniwersytet Adama Mickiewicza

Postprzez Andrzej Krzyżanowski » Cz mar 30, 2006 3:25 pm

Stanisław Krawczyk napisał(a):Zastanawiałem się nad tym, czy wiara to nie zbyt intymna sfera, aby jej dotykać w RPG. Pewnych rzeczy (np. seksu) na sesjach sobie nie wyobrażam (choć niektórzy będą pewnie mniej pruderyjni). Zwłaszcza że gra niekoniecznie musi być wiarygodna -- powinna głównie dawać przyjemność (choć może też mieć wartość poznawczą, użytkową, czy nawet terapeutyczną), a tzw. realizm stawiałbym na drugim miejscu.

Niemniej wydaje mi się, że i z wiarą można spróbować -- choć to wymaga od grających sporej dojrzałości.


Parę lat temu pismo "Magia i Miecz" we wstępniaku opisało sytuację ze Stanów Zjednoczonych. Otóż mówiąc krótko, niektórzy pozwalali sobie na połączenie LARP-a typu np. "uwolnienie księżniczki" z uprawianiem seksu -- i nawet w sprawie takich LARP-ów były ogłoszenia. No ale podobno o gustach się nie rozmawia :P.
Na podstawie własnych doswiadczeń mogę opisać następujacy przykład. Sesja jeden na jeden, MG mężczyzna. System Cyberpunk. Postacie: ja - netrunner pracujacy dla policji jako wolny strzelec, ona (BN) androidka. Przygoda spowodowała, że między naszymi postaciami zaiskrzyło. Doprowadziło to do tego, że, stosując wyważony opis literacki, opisaliśmy także tło erotyczne tejże znajomości, co np. poprzez opis stopnia delikatności/brutalności seksu miało wpływ na dalszą fabułę. Niemniej było to przedstawione delikatnie, a sami gracze mieli: ja 25 lat, MG 29. Więc ryzyka, że zaczniemy fantazjować niczym niewyżyci seksualnie nastolatkowie, nie było. ;)

Stanisław Krawczyk napisał(a):Propozycja godna rozważenia. Szkoda tylko, że mit Złej Inkwizycji przenosi się często na całe religie -- tak jak we wspomnianych już przeze mnie książkach Iwony Surmik. Tam naprawdę trudno znaleźć nawet neutralnie przedstawionego mnicha czy kapłana, że o postaciach pozytywnych taktownie nie wspomnę. (Ale poza tym książki są, jako się rzekło, całkiem dobre).


No cóż, podobno większość religii uczy o miłości, a miłość uczy wybaczania. Wyznawców to powinno tak samo dotyczyć jak i kapłanów.
Andrzej Krzyżanowski
Badacz Gier
 
Posty: 7
Dołączył(a): N mar 19, 2006 9:48 pm
Lokalizacja: Koszalin

Postprzez Jerzy Szeja » Cz mar 30, 2006 4:06 pm

Andrzej Krzyżanowski napisał(a):Parę lat temu pismo "Magia i Miecz" we wstępniaku opisało sytuację ze Stanów Zjednoczonych. Otóż mówiąc krótko niektórzy pozwalali sobie na połączenie LARP-a np. typu uwolnienie księżniczki z uprawianiem seksu i nawet w sprawie takich LARP-ów były ogłoszenia. No ale podobno o gustach się nie rozmawia :P.

A, to moim zdaniem pewne nieporozumienie. Przeciętnemu mieszkańcowi USA role playing games bynajmniej nie kojarzą się z naszymi RPG, a właśnie z takimi zabawami seksualnymi. Zresztą do tych zabaw masowego odbiorcę zachęcają filmy erotyczne w takiej konwencji.
Moim zdaniem nie należy mylić LARP-ów z takimi zabawami. Bo nie gra w erpegi kobieta, mówiąc "A teraz zjedz swego Czerwonego Kapturka, mój ty Wilku" czy jakoś tak... ;)

Pozdrawiam
JS

PS. Takie zabawy bodaj nazywają się „kink”.
Jerzy Szeja
Badacz Gier
 
Posty: 699
Dołączył(a): Pn sty 17, 2005 11:52 pm
Lokalizacja: Łochów

Postprzez Bartosz Chilicki » Pt mar 31, 2006 11:14 pm

Jerzy Szeja napisał(a):A, to moim zdaniem pewne nieporozumienie. Przeciętnemu mieszkańcowi USA role playing games bynajmniej nie kojarzą się z naszymi RPG, a właśnie z takimi zabawami seksualnymi. Zresztą do tych zabaw masowego odbiorcę zachęcają filmy erotyczne w takiej konwencji.


Racja, racja - wszelkie teatralne zabawy, przebieranki, gierki okołofetyszowe to pierwsze skojarzenia z 'role-play' (bo tak dokładnie brzmi AFAIK ten termin). Ludzie opacznie rozumieją roleplaying game w ten sposób, stąd amerykańska anglojęzyczna społeczność RPG zwykła o sobie mówić terminem określającym gracza gier komputerowych, 'gamer', stąd są 'gaming conventions' i tak dalej, o ile nie mam niewłaściwych/nieaktualnych informacji.

PS. Takie zabawy bodaj nazywają się „kink”.


"Kink" oznacza ogólną ekscentryczną cechę osoby, zachowania lub sytuacji, stąd takie gierki określane są jako "kinky" czyli "pozytywnie lekko perwersyjne" (brak znamion pejoratywności, referencji do pól semantycznych 'perverse', zwykle określenie łagodzące charakter danego zachowania seksualnego).

Moim zdaniem nie należy mylić LARP-ów z takimi zabawami. Bo nie gra w erpegi kobieta, mówiąc "A teraz zjedz swego Czerwonego Kapturka, mój ty Wilku" czy jakoś tak... ;)


Piękne.

Ale, ale.
A co z ekstremum erpegowym tej funkcji? Znam zżytą ze sobą i szczęśliwą parę (/set +dyskrecja on #self, nie zdradzę skąd mam 'insider information'), która działa w arcyciekawy moim zdaniem sposób, by urozmaicić sobie życie seksualne - korzysta z arsenału RPG, by kreować zdarzenia podpadające pod grę seksualną (np. uwodzenie), finalizując rzecz seksem.

Podział ról to zawsze MG i osoba dostająca "sesję", która zwykle polega na szybkim wykreowaniu sytuacji towarzyskiej, często osadzonej wokół jednej z regularnie grywanych postaci danej osoby. MG w takiej sytuacji AFAIK tworzy postać NPC-a, dopasowanego do gustów osoby grającej, pośrednio również względnie analogicznych gustów postaci. Następnie osadza jakoś sytuację w ustalonym settingu (również często zazwyczaj wykorzystywanym do jak najbardziej regularnych sesji), doprowadzając po niedługim wprowadzeniu do spotkania osoby grającej z NPC-em. Wywiązuje się wtedy sytuacja towarzyska (od podrywu w barze, przez pomoc przy samochodzie, po wspólnie przeżytą strzelaninę), która w założeniu przeradza się w seks. (Zazwyczaj tak się dzieje, oczywiście oboje dążą do "happy endu", ale czasem rzecz między postaciami nie działa, coś nie zaiskrzy i dla dobra realizmu uznają, że nic się nie stało i postaci się rozeszły - zdarza się to jednak stosownie rzadko, gdyż "postaci" są skłonne do sporych ustępstw, by zaspokoić swoje zainteresowanie).

Tak czy inaczej, moim zdaniem, jest to nadal RPG, choć z duużą ilością seksu. Ponoć doświadczenie bardzo terapeutyczne, a na wzajemną ciekawość siebie wedle ich słów wpływa doskonale.
Grają chyba w RPG, skoro są postaci, jest kreowany setting, historia jest opowiadana w sposób interaktywny... De facto nie gra chyba roli, wedle którejkolwiek z definicji, że zamiast iść do pałacu spiskować (co byłoby odegrane), albo do lasu zabić paru zielonoskórych (co byłoby odzwierciedlone mechanicznie), idą na łąkę i odgrywają (pozostając 'in character' tak długo jak udaje im się utrzymać zawieszenie niewiary), co im się uda zaimprowizować? ;)
Bartosz Chilicki
Badacz Gier
 
Posty: 6
Dołączył(a): So mar 25, 2006 1:32 am
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Jerzy Szeja » So kwi 01, 2006 10:49 am

Moim zdaniem nie musimy zastanawiać się, czy to jest RPG, czy nie. Poprzednia moja uwaga wskazywała, że MiM niezbyt głęboko wniknął w materię zagadnienia. I tylko tyle.
To, że granice są płynne, wiadomo było na grubo przed "Człowiekiem w teatrze życia codziennego". Dla ludologa może to być RPG, dla seksuologa - pewna odmiana uteatralizowanej gry wstępnej. Nawet podejście samych uczestników nie jest tu istotne.

Moim zdaniem problem można też zaatakować od innej strony. Bardziej nobilitującej. Mianowicie wszystko, co we współczesności bywa sztuką, ma tendencję do wykraczania poza bariery. Sztuka anektuje nie tylko życie codzienne i ciało artysty/nieartysty/widza/uczestnika, ale i ma skłonność do wnikania w rejony dotąd z nią niekojarzone. Zresztą nie tylko sztuka, bo to przypadłość wielu dziedzin, których pola mają niewiadome granice i niezbyt jasną, niewiadomą jakość regionów centralnych. Zwłaszcza w kulturze Zachodu, której członkowie mają sporo czasu, środków i niezłą samoświadomość - w porównaniu do kręgów stabilniejszych kulturowo, o przednowoczesnej strukturze społecznej.
Serdecznie pozdrawiam!
Jerzy Szeja
Jerzy Szeja
Badacz Gier
 
Posty: 699
Dołączył(a): Pn sty 17, 2005 11:52 pm
Lokalizacja: Łochów

Postprzez Jarek Dominski » N maja 25, 2008 7:56 pm

Witam,

Pozwolę sobie wrócić jeszcze do symbolu i religijności w RPG, co poruszał Pan Marcin Pędich, nim do tego, najpierw słów kilka, z "innej beczki", tytułem wprowadzenia.

Sam, gdy prowadzę grę, staram się budować scenariusze na postaciach i tzw. settingu, pewnych zdarzeniach, które miały już miejsce, ale także i na emocjach graczy. Znamy się bardzo dobrze, więc, jakkolwiek nie jest to może etyczne i moralne, sam wyznaczam sobie granice tego, na ile mogę sobie pozwolić z daną osobą. Przykładowo wiem, że dana osoba ma lęki związane z danym tematem - zatem temat ten wykorzystuję, ale w takim zakresie, jaki uważam za dopuszczalny.
Jestem przekonany, że jako osoby (niezależnie czy MG, czy Gracze) jesteśmy zanurzeni w pewnej macierzy, wypełnionej symbolami i treściami dosłownymi. Szkoda tracić energię na rozbijanie takiej struktury (o ile nie jest to konieczne), lepiej wykorzystać skojarzenia i emocje, jakie one wywołują, a religia - w wiekszości przypadków - wywołuje bardzo silne emocje.

Spójny język, także symboliczny, i przestrzeń kulturowa są nieodzowne, przykładowo gdy gramy w DD, to zabijamy goblasy, hurtowo, pijemy po tawernach, i robimy szereg rzeczy nieodpowiedzialnych (swoją drogą pytanie, czy grając w DD, nie wracamy niejako do modelu i postawy, jakie mieliśmy kiedyś, gdy mając po te 15 lat graliśmy w DD?), a gdy siadamy do Monastyru czy Wampira, zaraz obok standardowych zdarzeń pojawiają się jakieś dylematy, problemy i zatwardzenie sumienia (które systemy w warstwie symbolu bardziej odpowiadają człowiekowi współczesnemu, można sobie samemu odpowiedzieć).

I do meritum zmierzając, o ile Wampir dzieje się dziś i w dzisiejszym kontekście kulturowym, o tyle Monastyr już nie - upraszczając, nośnikiem są wiec tu symbole i uniwersalne wartości - DD jakoś z "wartościami" mi się nie kojarzy ;) - sprawy sumienia, zbawienia, człowieczeństwa, moralności i etyki etc. są podejmowane przez filozofię, ale także i przez religię. Pierwsze pytanie, które można postawić, to: elementami którego zbioru (filozofia/religia) sa powyzsze pojęcia?
Kiedyś badałem temat postrzegania kapłana i psychologa - jak się okazuje, role te w społeczeństwie polskim są rozmyte, daleko idącym wnioskiem (po prawdzie to nadużyciem) może być więc także przypuszczenie, że ludzie w Polsce są skłonni przypisywać pojęcia sumienia, moralnosci i etyki raczej do zbioru pojeć konstytuuowanych głównie przez religię.

W przyrodzie zwierzaki, które nie mają silnego kręgosłupa, z reguły mają potężną skorupę, te zaś, które mają silny kręgosłup, nie mają rozbudowanego pancerza. I tak samo jest z religijnoscią (czy każdą inną ideą); jeżeli ktoś czuje się pewny, eksperymentuje; kto wie, że w środku jest tylko galareta, stawia silny opór.

W obu wypadkach emocje sa na tyle silne, że mogą okazac się nośnikiem, na którym będzie można coś sprzedać - a że tak się dzieje, cóż, ekonomia - przecież dzieje się tak od momentu, kiedy pierwszy "opowiadacz historii" opowiedział coś komuś za michę strawy...
Jarek Dominski
Badacz Gier
 
Posty: 3
Dołączył(a): N maja 25, 2008 5:46 pm
Lokalizacja: Sztum->Bydgoszcz

Postprzez Jerzy Szeja » N maja 25, 2008 10:31 pm

Wprowadzenie ciekawe.
A jaka teza główna?
Serdecznie pozdrawiam!
Jerzy Szeja
Jerzy Szeja
Badacz Gier
 
Posty: 699
Dołączył(a): Pn sty 17, 2005 11:52 pm
Lokalizacja: Łochów

Postprzez Jarek Dominski » Pn maja 26, 2008 5:16 pm

Ano taka, że religie i religijność (a szerzej: kontrowersyjny temat), w grach ale i nie tylko, mogą być wykorzystywane:

a) jako materiał marketingowy przez firmy (tytuły: Kult, In nomine),
b) ale także i przez MG, do tego, by wywołać silne napięcie, dzięki czemu rozgrywka dostarczy emocji.
Warunkiem koniecznym jest jednak odwołanie się do rozumianej przez wszystkich przestrzeni symbolicznej.
W obu wypadkach jest to manipulacja, ale jeżeli wszyscy na to się zgadzają, myślę, że nie ma powodu, by z takiego elementu rezygnować.
Jarek Dominski
Badacz Gier
 
Posty: 3
Dołączył(a): N maja 25, 2008 5:46 pm
Lokalizacja: Sztum->Bydgoszcz

Postprzez Jerzy Szeja » Pn maja 26, 2008 6:09 pm

Generalnie zgoda, ale mam zastrzeżenia względem terminu "manipulacja", gdy wszyscy na to się zgadzają.
Serdecznie pozdrawiam!
Jerzy Szeja
Jerzy Szeja
Badacz Gier
 
Posty: 699
Dołączył(a): Pn sty 17, 2005 11:52 pm
Lokalizacja: Łochów

Poprzednia strona

Powrót do Dyskusje o RPG

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron